Bornholm 2005

 

   Wyprawa rowerowa na Bornholm, to nasza pierwsza rodzinna tego typu podróż. Co roku spędzamy wakacje w innym miejscu i w innym stylu. Przygotowania do wyjazdu, to oczywiście kompletowanie niezbędnego sprzętu, zdobywanie informacji - tu jak zwykle pomocny był internet. Ważne było przygotowanie kondycyjne - zwłaszcza rodziny. Mieszkając w Przemyślu, gdzie wszędzie jest pod górę wystarczy kilkaset kilometrów zaprawy, a później wszędzie jest z górki. 
   Wybierając się na Bornholm, należy wcześniej zarezerwować bilety na prom. W sezonie wakacyjnym może być z tym problem.

   Pierwszego dnia, sierpniowego urlopu wsiedliśmy w pociąg - najdłuższą trasę kolejową w Polsce, czyli Przemyśl - Świnoujście i po 20 godzinach byliśmy nad morzem. Przy okazji natknęliśmy się na idiotyczny przepis PKP - czyli opłaty za rowery. Normalnie wynosi to 5 zł za sztukę, ale dotyczy trasy do 1000km. Do Świnoujścia jest 1050, to zapłaciliśmy podwójnie a konduktorzy dziwili się, dlaczego tak, skoro jest to trasa bez przesiadki. Jak to w prawie bywa, są różne interpretacje jednego przepisu. 
   Nad morze dotarliśmy po południu - więc był czas na krótką przejażdżkę, zwiedzanie fortyfikacji, moczenie nóg w słonej wodzie, odbiór biletów i poszukanie kampingu.
   Rano wczesna pobudka, szybkie pakowanie i na prom. Prom ze Świnoujścia do Ronne choć duży i płynie wolno (ok 6 godzin) - to jednak jest najlepsze rozwiązanie. Alternatywą są mniejsze i szybsze katamarany, które wypływają z Kołobrzegu, ale podczas sztormowej pogody podróż staje się sportem ekstremalnym, o czym przekonali się nasi znajomi. Jak twierdzili 95% pasażerów oddawała cześć Neptunowi. Chcąc wrócić do Polski z Bornholmu pojawił się problem. Przez 3 dni ani jeden katamaran nie przypłyną z powodu sztormu. Musieli kombinować ze zwrotem biletów, z wykupieniem innych na prom do Świnoujścia itd... to ku przestrodze!

  Ze Świnoujścia wypływamy w sobotę o 10.00 promem Pomerania. Do Ronne dopływa się ok godz. 15.30. Zaraz po wyjściu z promu najlepiej udać się do informacji turystycznej, gdzie można dostać komplet informacji o Bornholmie, w tym również w języku Polskim. Jesteśmy tam trzecią nacją turystów, po Szwedach i Niemcach. Warto zrobić zakupy bo w niedzielę wszystko jest pozamykane. Market w centrum otwarty jest do 17.00.

  Z kompletem wiedzy o wyspie i zakupami udajemy się kilka kilometrów za Ronne na pierwszy nocleg, na pięknie położonej farmie. Na pole namiotowe najlepiej dotrzeć z centrum jadąc ulicą Byledsgade, dalej prosto Torneverksve, po lewej mijamy stadion DGI i kierujemy się w stronę 3 wiatraków. Jadąc cały czas prosto, docieramy do skrzyżowania z Sursenkvej. Skręcamy w lewo a po 200m w prawo na farmę. Pole namiotowe znajduje się w ogrodzie. Jest toaleta i woda, stadko kotów, owoce na drzewach i widowiskowy zachód słońca. Czy jeszcze coś, oprócz wieczornego piwka, potrzebne jest turyście ?

  Trasę zaplanowaliśmy wcześniej. Plan był prosty - poruszamy się od pola namiotowego do pola, poświęcając czas na zwiedzanie. Dzienny limit to 40 - 60 km, a więc typowa rekreacyjna jazda. Obraliśmy kierunek Ronne, Allinge, Gudhjem idt. Czyli najpierw pod górę a później miało być coraz łatwiej. 

  Poranek na farmie Lile Sursenkegard to słońce, soczyste śliwki obok namiotu a w oddali świst łopat pobliskich wiatraków. Musimy wrócić do centrum Ronne. Po drodze przejeżdżamy obok stadionu, na którym trwa pchli targ. Aż się prosi aby zobaczyć to zjawisko. Takie targi pamiętam sprzed wielu lat. Stare buty, garnki z dwudziestoletnim stażem i ozdoby choinkowe w sierpniu. Odnosi się wrażenie, że nic co może się jeszcze komuś przydać nie wyrzuca się na śmieci. No cóż ekologia i tradycja.

  Z Ronne obieramy kierunek na Allinge, miejsce następnego noclegu. Pogoda trochę rozleniwia, a nie ma się gdzie spieszyć. Po raz kolejny zaskakuje nas ten rowerowy raj. Trasy rowerowe nie dość że pięknie położone i dobrze oznakowane to jeszcze równe i bardzo starannie utrzymane. Można pozazdrościć. 
  Pierwszy przystanek robimy w Hasle. Rozpoznajemy charakterystyczne kominy wędzarni ryb, znane nam już z folderów reklamowych Bornholmu. Zasiadamy przy drewnianych stolikach obok wędzarni i zajadamy się porcją wędzonego śledzia i sałatki ziemniaczanej. Warto spróbować !

  Dalej droga biegnie nadal wzdłuż morza przez rybackie osady Helligpeder, Teglkas aż do miejsca zwanego Jons Kapel. Wszędzie pięknie ale takich widoków jak na Jons Kapel nie spodziewaliśmy się. Rowery zostawiamy przy drodze i schodzimy po drewnianych schodach do podnóża skały Jons Kapel, skąd można podziwiać potężne skały i morze. Jest to kolejne miejsce, którego nie można pominąć. 

  Jedziemy dalej przez kolejną rybacką osadę Vang. Nawet mijany kamieniołom ma swój urok. Z kamieniołomu widać w oddali ruiny zamku Hammrshus. Do zamku prowadzi droga z podjazdami i czasem niebezpiecznymi zjazdami. Ktoś na zakręcie, po jednym ze stromych zjazdów rozsypał i zapomniał posprzątać trochę żwiru czy szutru. Przed nami przewróciło się dziecko na rowerze a Barbara starając się ominąć ten mini karambol, sama wylądowała obok. Na szczęcie obeszło się bez większych obrażeń. 
  Zostawiamy rowery przed zamkiem i wspinamy się na wzgórze. Jak podają przewodniki, ruiny największego w Północnej Europie średniowiecznego zamku stanowią jedną z głównych atrakcji na wyspie. Mają rację te przewodniki, bo widoki ze wzgórza, głazy u podnóża o dźwięcznych nazwach Lwie Głowy i Wielbłądzia skała, jak i same ruiny są niesamowicie malownicze. Siedzimy i gapimy się w morze ponad godzinę i zajęło by nam to jeszcze więcej czasu ale trzeba zlokalizować kolejny kemping. Niby to już niedaleko, ale mapę którą mamy jest mało dokładna, więc liczymy na szczęście i jedziemy przed siebie. W końcu trafiamy na farmę Egelokke i piękny budynek z pruskiego muru. 

  Na polu namiotowym obok farmy i lasu jest już paru Niemców, Polaków i kogoś tam jeszcze. Jazda z sakwami rodzinie dała się we znaki, ale ciepły prysznic i gorące zupki szybko stawiają na nogi. Właściwie Huberta zwaliło z nóg a my szybko nawiązujemy kontakt z grupą z Polski. Palimy małe ognisko i popijamy miejscowe wino owocowe, które smakiem przypomina olejek do ciast, ale nie takie wina popijało się kiedyś do Bieszczadzkich ognisk.

pozostałe notatki przepadły ....

następne noclegi to Lejrplads Slettegard oraz Winnica Lille Gadegard, którą możemy polecić, choćby z racji  bardzo smacznego wina. Wszystkie tanie miejsca noclegowe na Bornholmie przedstawiłem na oddzielnej stronie tanie noclegi. Jeśli chodzi o inne noclegi, to mamy do dyspozycji większe kempingi, domki i hoteliki. Ceny i możliwość rezerwacji polecam sprawdzić wcześniej.

Bornholm to idealne miejsce aby rozpocząć zagraniczną przygodę rowerową. Bornholm to także idealne miejsce do podróżowania dziećmi. Duża ilość bezpiecznych ścieżek rowerowych, kultura jazdy kierowców, powoduje że odpoczywamy a nie martwimy się o życie.

Po powrocie do Świnoujścia, jeden dzień spędzamy nad niemieckim Bałtykiem, zajadając kanapki ze śledziem zwane tam Bismarck. Kolejne dni spędzamy podróżując Szlakiem Latarni Morskich, po drodze często trafiając na spokojne puste plaże o co nad Bałtykiem łatwo nie jest. Z Kołobrzegu do Przemyśla wracamy pociągiem.


Trzy na końcu pociągu skutecznie blokowały dostęp do WC


Miejsce na dziobie promu, słońce i wiatr ...


3 wiatraki - punkt orientacyjny na pole namiotowe w Ronne


Wędzarnie śledzi


Jons Kapel


Hammrshus


farma Egelokke