Bieszczady 2005


Wyprawa rowerowa wokół Soliny, była tzw. wyprawą Last Minute. Zostało mi jeszcze tylko 5 dni urlopu więc postanowiłem zrobić krótki rowerowy wypad nad Solinę w Bieszczadach.

Trasa w większości przebiegała przez Pogórze Przemyskie, krainę łagodnych wzniesień, dużych lasów, poprzecinaną siecią rzek i potoków. Park Krajobrazowy Pogórza Przemyskiego położony, na południowy-zachód od Przemyśla jest trzecim co do wielkości parkiem krajobrazowym w Polsce. Najwyższy szczyt pogórza to Suchy Obycz 617 m n.p.m.
Pogórze Przemyskie stanowiło w przeszłości jeden z obszarów styku terytoriów etnicznych polskiego i ukraińskiego. Pozostałością po tych czasach jest obecnie szlak architektury drewnianej. Po drodze mijałem stare drewniane cerkiewki, kościoły i chaty. 

dzień pierwszy 
Przemyśl - Ustrzyki Dolne. (ok 75km)

Wyruszyłem z Przemyśla a moja trasa prowadziła przez Fredropol, (miasteczko założone przez rodzinę Fredrów. Znajdują się tutaj resztki zespołu zamkowego z połowy XVIw) - Gruszową (widok na górę Kopystańkę 541m, Kalwarię Pacławską i dolinę Wiaru) - Huwniki (wieś w dolinie Wiaru, posiadającą murowaną cerkiew grekokatolicką) - Arłamów (nazwa miejscowości pochodzi od osiedlonych tu w czasach książąt ruskich tatarskich jeńców, tzw arłamanów - włóczęgów. Po wprowadzeniu stanu wojennego w Arłamowie internowany był na początku 1982 r. Lech Wałęsa.) - Krościenko ( wieś nad Strwiążem, w 1951 po upadku powstania wznieconego przez komunistów greckich (1946 - 1949) osiedlili się tu uchodźcy z Grecji ) - Ustrzyki Dolne - (pierwsza wzmianka o Ustrzykach pochodzi z roku z 1502, a nazwa wzięła się "ustrik" - miejsce zbiegu potoków. Po wojnie miasto znalazło się w granicach ZSRR, a w 1951r. w ramach wymiany terenów przygranicznych wróciło do Polski)
Nocleg - kemping przy basenie przy drodze z Ustrzyk D. do Strwiążka.
 

dzień drugi
Ustrzyki Dolne - Rajskie

Budzi mnie gęsta poranna mgła, ale powoli się rozpogadzało. Z Ustrzyk wyruszyłem ok godz. 9.00. Droga wiodła mnie przez Ustianową Dolną - (Przez miejscowość tę przebiega główny wododział europejski oddzielający zlewiska Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego). Skręcam w lewo, kierując się na Teleśnicę Oszwarową. Między Pastewnikiem a miejscowością Łobozew Górny jest dosyć stromy podjazd. Długi zjazd i jestem w Teleśnicy Oszwarowej (potok Daszówka wpada tu do Zatoki Teleśnickiej) pierwszy kontakt z Jeziorem Solińskim.
Robię krótki odpoczynek i zjadam coś w restauracji obok zatoki i jadę dalej. Tuż za Teleśnicą skręcam w prawo na czerwony szlak rowerowy. Czerwone szlaki w Bieszczadach to te bardzo trudne i wyczerpujące. Drogowskaz wskazuje jedyne 10km do Chrewtu. Już na samym początku jest nieciekawie, lecz później okaże się bardzo nieciekawie. Kilka dni wcześniej padał deszcz i cała droga to błoto a w półmetrowych koleinach stoi woda. Na rowerze z sakwami nie da się jechać. Trudno też prowadzi się rower pod górę mając błoto po kostki. Dotarcie na Łabiska 615m n.p.m. zajęło mi ponad godzinę a to dopiero 1/3 tego szlaku. Brnę dalej a 2 km przed Chrewtem dopadła mnie burza i oberwanie chmury. W pewnym momencie ląduje po kolana w gęstym błocie - takim co potrafi ściągnąć buty z nóg. W końcu docieram do Chrewtu a właściwie do domku bieszczadzkiego rzeźbiarza. Milszych ludzi w życiu nie spotkałem. Zdzierają ze mnie błoto, robią kąpiel w deszczówce i przy piwie schodzi mi następne 2 albo 3 godziny. Przestało lać a zaczęło padać. Szkoda czasu więc wsiadam na rower i jadę dalej do miejscowości Rajskie. Jest tu pole namiotowe i baza żeglarska. Pod wiatą jest kominek. Ciepło i mam dach nad głową. Jak w Raju.
 

dzień trzeci
Rajskie - Lesko

Rano już nie pada. Wiatr przepędza chmury, pojawia się słońce i robi się ciepło. Wszystkie rzeczy wyschły przy kominku. Z Rajskiego kieruję się na Bukowiec (1946 roku wieś została całkowicie wysiedlona i doszczętnie spalona). Dalej po drodze mijam Wołkowyję (W 1967 roku przed spiętrzeniem Jeziora Solińskiego wysadzono w powietrze kościół razem z wyposażeniem. Rozebrano też drewnianą cerkiew 1833r., choć jak się okazało, zalew do niej nie sięgnął. Pozostała po niej podmurówka i parawanowa dzwonnica. Jezioro zalało tylko dolną część wsi) i docieram do Polańczyka (Wieś istniejąca już w 1580 r. Wieś i ośrodek wypoczynkowo-uzdrowiskowy malowniczo położony nad brzegami zalewu solińskiego). Warto tu przed kościołem skręcić prawo (tak jak na prom), jadąc około 200m po prawej znajduje się ośrodek żeglarski, pola namiotowe. Na terenie tego ośrodka można zjeść bardzo smacznego pstrąga. Wracam do Polańczyka, podjazd a z góry rozciera się widok na jezioro i górę Jawor. Jadąc dalej docieram do Soliny. Jest już koniec wakacji a więc nie ma tłumów na zaporze. Warto tu wstąpić choć na chwilę. Jadę dalej przez Myczkowce obok kolejnego sztucznego jeziora Myczkowskiego. Następną miejscowością na trasie są Uherce Mineralne (jedna z najstarszych bieszczadzkich miejscowości. Istniała prawdopodobnie już w czasach książąt ruskich. Miejscowość położona jest na wysokości 360 m n.p.m. na pograniczu dwóch regionów geograficznych: Bieszczadów i Pogórza Przemyskiego). Do Leska docieram ok godz 15. Na nocleg jeszcze za wcześnie więc jadę kilka kilometrów do Weremienia. W zimie jest tu czynny wyciąg narciarski a w lecie szybowisko. Za około 30-40 zł można przelecieć się szybowcem i z góry podziwiać Bieszczady. Start za wyciągarką dostarcza sporo adrenaliny. Po 19.00 wracam na pole namiotowe do Leska.
 

dzień czwarty
Lesko - Przemyśl (78 km)

To była zimna noc. Wieczorna herbata z rumem i zmęczenie, pozwoliło mi bez trudu zasnąć. Z Leska (miejscowość za czasów Kazimierza Jagiellończyka, ok. 1470 r. otrzymała prawa miejskie. Pozostałości średniowiecznego zamku Kmitów. W otoczeniu zamku stary zabytkowy park. Kościół wzniesiony ok. 1538 r. Dawna synagoga, obronna, wzniesiona w XVI-XVII w. - ładne miasteczko ) przez Łukawice docieram do Złurza robiąc sobie przerwę na energetyczny posiłek. W Załurzu skręcam na Tyrawę Wołoską i tu już zaczyna się ostry podjazd i prawie 5 km serpentynami pod górę. Trasa daje w kość, ale za to na górze jest parking i punkt widokowy. Można odpocząć i nacieszyć się jeszcze widokiem Bieszczad. 
Mijam Tyrawę Wołoską (Wieś wg potwierdzonych źródeł istniała już w 1402 r., osadzona na prawie wołoskim, zwana była "Tyravia minori" czyli Tyrawa Mniejsza) i jadę przez Kuźminę, Leszczawe Dolną aż do Birczy (miasteczko o bogatej historii, najeżdżane przez Tatarów, niszczone w czasach walk o Twierdzę Przemyśl, w czasach II wojny, w 1939 roku 2 niemiecka dywizja piechoty górskiej stoczyła w okolicy bój z 24 dywizją piechoty polskiej, a w 1944 roku działały tu oddziały UPA mające na celu etniczne oczyszczenie terenu z ludności polskiej). Jak już wspomniałem podjazdy dają w kość, ale są też szybkie zjazdy. Warto sprawdzić wcześniej hamulce. Z Birczy trasa biegnie dalej do Przemyśla przez Olszany i Krasiczyn. Po drodze całe mnóstwo punktów widokowych i wspaniałe plenery Pogórza Przemyskiego. Krasiczyn ( to miejsce gdzie znajduje się przepiękny XVI wieczny zamek, a ślady osadnictwa odkryte na dziedzińcu zamku, 140 cm poniżej dzisiejszego poziomu sięgają 6 tysięcy lat ). Jeszcze 12 km wzdłuż rzeki San i jestem w Przemyślu. Aby dotrzeć do domu czeka mnie ostatni 1,5 kilometrowy podjazd. Jak na te cztery dni podjazdów mi wystarczy.
Przemyśl ( to już naprawdę bogata i barwna historia, którą nie da się streścić w dwóch zdaniach)